City do meczu z Evertonem było bez porażki na swoim stadionie, jako jedyny zespół w lidze w tym sezonie. Z Evertonem stracili nie tylko ten efektowny rekord, ale też ważne punkty i trenera. Dzisiaj trzeba odrabiać. Strata do Tottenhamu to pięć punktów, dzisiaj można ją zredukować do dwóch, co jeszcze pozwala na kontakt pomiędzy tymi zespołami.
Potem będzie mecz z Burnley, który też trzeba wygrać a potem iście maratońska końcówka sezonu – mecze z United, Arsenalem, Aston Villą i na koniec ze wspomnianym Tottenhamem. Jest to więc niesamowicie trudna końcówka dla City i punkty trzeba zdobywać już, bo jeżeli kompletu punktów nie zdobędą ze słabiakami to może się okazać że te starcia na topie będą co najwyżej walką o ligę europejską. Mimo tej ostatniej przegranej sytuacja City nie jest jeszcze taka fatalna.
Co najważniejsze dzisiaj do składu wraca Adebayor, może zagrać również Ireland, którego występ stał pod znakiem zapytania. Do dyspozycji są zarówno Tevez jak i Bellamy, więc o siłę z przodu możemy być spokojni. Gorzej z tyłu, gdzie nie zagrają Lescott i Bridge. Ale czy Wigan stać dzisiaj na strzelanie bramek? Odpada im w tym meczu ważny zawodnik – N´Zogbia – zagrał niemal we wszystkich meczach Wigan, jest to pomocnik, odpowiada za kreowanie gry zespołu. Poza tym Wigan strzela ostatnio bardzo mało goli – raptem 5 w ostatnich 10 meczach. Bardzo słabo, nawet jak na zespół ze strefy spadkowej.
W ogóle z golami wygląda to kiepsko, bowiem są trzecim od końca zespołem jeśli weźmiemy pod uwagę zdobyte bramki. Są za to na czwartym miejscu w klasyfikacji bramek straconych. Kolejna rzecz, która wygląda tragicznie – bilans na wyjazdach 3-2-10. Zdobywali punkty z zespołami słabszymi jak Stoke, Burnley czy Wolverhampton. Poza tym mnóstwo porażek i to nie jedną bramką ale 4:0 z Portsmouth, Boltonem czy Arsenalem, 5:0 z United czy 9:1 z Tottenhamem. Wyniki to fatalne i tylko jeszcze gorsza dyspozycja zespołów takich jak Hull czy Burnley powoduje że nie są w strefie spadkowej.





