Szara ligowa rzeczywistość
“Polska liga kończy tak, jak na to zasłużyła. Żałośnie, w atmosferze już nie podłej, lecz obrzydliwej. Choć dziejowej sprawiedliwości ostatecznie stanie się zadość, kiedy mistrz kraju zostanie relegowany za korupcję do drugiej ligi.” Felieton Rafała Steca, który jest świetnym podsumowaniem ligowych rozgrywek.
Karna degradacja Zagłębia jest niewykluczona, bo tropiąca łapówkarski proceder prokuratura zebrała materiały dotyczące także lubińskiego klubu. Trzeba mieć nadzieję, że bezzwłocznie przekaże je szefowi wydziału dyscypliny Michałowi Tomczakowi, nawet jeśli prezesem mistrza Polski jest były działacz młodzieżówki Prawa i Sprawiedliwości Robert Pietryszyn.
Dla jasności: nie chcę rozstrzygać o winie Zagłębia, szczegółów dochodzenia nie znam. Pisząc o ewentualnej karze jako akcie sprawiedliwości, nie myślę o konkretnej drużynie, ale symbolicznym podsumowaniu dorobku całego polskiego futbolu. Relegowanie mistrza byłoby logicznym następstwem skali patologii toczącej rozgrywki ligowe wszystkich szczebli, którą stopniowo, począwszy od słynnej spowiedzi prezesa GKS Katowice Piotra Dziurowicza, poznawaliśmy.
Jeszcze przed ostatnią kolejką stało się jasne, że skandal – mniejszy lub większy – wybuchnie. Niezależnie od tego, czy tytuł zdobędzie Bełchatów, czy Zagłębie.
Najpierw trener tego pierwszego zespołu Orest Lenczyk ogłasza, że jego rywali dodatkowo motywuje finansowo Zagłębie. Piłkarze Zagłębia ripostują, że to zawodnicy z Łęcznej przechwalają się premiami, jakie Bełchatów oferował im za zwycięstwo nad Zagłębiem właśnie. Wreszcie bramkarz Pogoni Szczecin Radosław Majdan oskarża własnych działaczy, że usiłowali oni sprzedać mecz ostatniej kolejki… Bełchatowowi. A zdaniem oskarżonych działaczy łapówkę wzięli piłkarze, z Majdanem na czele. Aha, Lenczyk rzuca jeszcze, że przeżył zbyt wiele, by mieć złudzenia co do wyniku meczu Legia – Zagłębie. I w sobotni wieczór, po dającej tytuł lubinianom porażce gospodarzy, wzdycha już chyba tylko dla przypomnienia, że dawno przepowiadał, że Warszawa nie pozwoli, by mistrzostwo wywalczył Bełchatów.
Relacjonuję drobiazgowo, by uświadomić, ile wstrząsających, cuchnących kryminałem słów padło w ostatnich dniach i jak minimalny wywołały oddźwięk. Reakcję usłyszałem dopiero na stołecznym stadionie Legii, kiedy sędzia Hubert Siejewicz w kuriozalny sposób – choć słusznie – nie uznawał gola dla gospodarzy (odebrałby rywalom tytuł). Kiedy trybuny bluzgały na arbitra i skandowały “Złodzieje, złodzieje”.
Wcześniej nie reagował nikt spośród najważniejszych postaci w polskim futbolu. Choć tłum ludzi obwieszczał, że finisz ligi nie będzie uczciwy, milczała i kierująca rozgrywkami Ekstraklasa SA, i PZPN z prezesem Michałem Listkiewiczem.
Przemilczenie to stara, po wielokroć sprawdzona metoda. Jak ktoś coś chlapnie, chlapnie nawet coś każącego wietrzyć gruby przekręt, udajemy głuchych. Nie wzywamy na przesłuchanie, nie wydajemy nadzwyczajnej – powodowanej troską o wizerunek futbolu – konferencji, nie wszczynamy śledztwa. Przeczekamy, a sprawa ucichnie.
Zastosował tę taktykę także Canal+. Stacja z nieocenionymi zasługami dla ligi (relacjonuje ją atrakcyjnie i nowocześnie) w przeszłości często unikała niewygodnych tematów, by nie zohydzać sprzedawanego produktu, ale po aferze korupcyjnej zdawała się zmieniać strategię. Szef Arnaud de Villeneuve obiecywał w wywiadzie dla “Gazety”, że do walki z patologiami C+ aktywnie się włączy, że pozostanie nieugięta i bezkompromisowa. Niestety, w godzinnym sobotnim wstępie do transmisji z ostatniej kolejki mimo paskudnych okoliczności ją poprzedzających panował klimat wyłącznie odświętny. Były żarty i żarciki, nie było debaty o skandalicznych incydentach z tygodnia, nie było rozmowy z rzucającym oskarżenia unieważniające sens rozgrywek Majdanem. A przecież Majdan to bardzo doświadczony ligowiec, były mistrz Polski, persona bezwzględnie warta wysłuchania.
Postawa Canal+ jest absolutnie kluczowa, bo choć jako telewizja kodowana ma skromny zasięg, to dla środowiska pozostaje niebywale ważna. Można wręcz powiedzieć, że czego nie pokaże, to nie istnieje.
